MAM W SIECI
Popieramy
O ile nie zostało inaczej zaznaczone teksty w serwisie E-lekcje dostępne są na licencjach Creative Commons.

Do stałego medialnego repertuaru należą ciągnące się w nieskończoność transmisje obrad Sejmu, niezliczone relacje z konferencji prasowych przeróżnych posłów i ministrów, najnowsze sondaże poparcia dla poszczególnych partii i ich liderów, a co pewien czas, obowiązkowo, doniesienia o kolejnym konflikcie prezydenta i premiera. Niepokojący jest przy tym fakt, że wielu dziennikarzom nie wystarcza rola bezstronnych obserwatorów sceny politycznej. Chcą wpływać na bieg wydarzeń. Niektórym politykom ewidentnie sprzyjają, a innym całkowicie odmawiają racji. I bez żadnych zahamowań narzucają odbiorcom swoje poglądy.
Jednym z najważniejszych przykazań obowiązujących w zawodzie dziennikarza jest zachowanie bezstronności i obiektywizmu oraz niezależność. Oznacza to m.in., że relacjonując fakty powinien on unikać osobistych ocen i interpretacji, a w przypadku omawiania na przykład sporów politycznych, nie opowiadać się za żadną z opcji. Nie wolno mu także ulegać naciskom żadnych organizacji, partii i innych wpływowych osób. Można jednak odnieść wrażenie, że przedstawiciele polskich mediów coraz mniej się przejmują tymi zasadami. Nie zwracają też uwagi na to, czy odbiorcy rzeczywiście potrzebują codziennie ogromnej dawki polityki.
Z kim trzymają dziennikarze?
Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, stwierdza w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej": "W Polsce nastąpiła daleko posunięta polityzacja mediów. Poszczególne media reprezentują nie tylko określone poglądy, lecz także, co gorsza, określone interesy. Właściwie przypominają nawet partie polityczne. Sięgając do niektórych gazet, prawie na pewno wiemy, co napiszą".
W praktyce wygląda to tak, że nie tylko każda parlamentarna debata, przebieg ważnego głosowania, czy nowy projekt rządowy, ale także błaha sprzeczka między posłami, to dla wielu mediów dobry pretekst do jawnego wychwalania jednej partii i atakowania innej. Opisując jakieś wydarzenie polityczne, dziennikarze nie potrafią powstrzymać się od ocen. Cytując wypowiedzi posłów lub ministrów, sugerują odbiorcom, jak powinni się do nich odnieść. Polityk, który niefortunnie wyraził się w kuluarach Sejmu z góry może założyć, że wśród dziennikarzy znajdą się zarówno jego oskarżyciele, jak i obrońcy. Duże emocje budzą w mediach awanse i dymisje polityków. Redakcje dość otwarcie dzielą się wtedy z odbiorcami swoją radością albo rozczarowaniem.
Różnice poglądów pomiędzy niektórymi mediami wiążą się ściśle z podziałami w świecie polityki. Wiadomo, które ugrupowania trzymają na przykład z prezydentem, a które z premierem. Z kim trzymają poszczególne media dość łatwo się zorientować. O ich sympatiach lub antypatiach politycznych świadczą opinie i komentarze odredakcyjne, dobór publicystów i rozmówców.
Stronniczość mediów nie zawsze jednak wynika z ideowej więzi z danym ugrupowaniem politycznym. Niektórzy właściciele gazet, stacji telewizyjnych, czy rozgłośni radiowych popierają na przykład partie, po których spodziewają się walki o korzystne dla biznesu rozwiązania gospodarcze. Inwestujące w Polsce zachodnie koncerny medialne na ogół starają się przypodobać rządzącym.
Awantura przyciąga widzów
Kolejnym i chyba jeszcze bardziej dobitnym dowodem polityzacji mediów jest ciągła obecność w redakcjach... polityków. Wielu z nich to stali gazetowi publicyści. Duże opiniotwórcze dzienniki mają zwyczaj organizować w swoich siedzibach debaty z udziałem przedstawicieli świata polityki. Są one później obszernie relacjonowane. Decyzja, kogo zaprosić, wynika najczęściej z osobistej sympatii redaktora naczelnego, choć ranga danego polityka także nie jest bez znaczenia.
Politycy z najważniejszych partii właściwie codziennie pojawiają się w telewizyjnych i radiowych programach informacyjno-publicystycznych. Udają ekspertów i mądrzą się na każdy możliwy temat: od sytuacji polskich stoczni, poprzez kondycję służby zdrowia, do ekologii włącznie. Dyskusje na wizji mają na ogół podobny scenariusz: początek jest w miarę spokojny, ale szybko wybucha w studio awantura, nikt już nie dba o rzeczowe argumenty, temat rozmywa się. Co gorsza, redaktorom, czyli gospodarzom programu właśnie o tego typu medialny show chodzi, bo przyciąga on widzów. Celowo dobierają taki zestaw gości, który zagwarantuje na wizji konflikt, spięcie i inne złe emocje. Sami zresztą także nie potrafią ich ukryć. Mina, ton i sposób formułowania pytań zdradzają, którego polityka dany redaktor popiera, a któremu źle życzy.

Urabianie wyborców
Nie bez powodu mówi się o mediach, że są IV władzą. Trzy lata temu jeden z tygodników opublikował ranking najbardziej wpływowych osób w państwie. Na wysokich pozycjach znalazło się... kilkunastu dziennikarzy! Nic więc dziwnego, że politycy robią do mediów oko i chętnie się tam prezentują.
Wpływ mediów na życie polityczne określa się czasem jako "mediatyzację polityki". Z grubsza sprowadza się ona do tego, że przedstawiciele różnych partii zaczynają się zachowywać w sposób, który pozwoli im efektownie zaistnieć w prasie, radiu i telewizji, a tym samym dotrzeć do potencjalnego elektoratu. Forma tych politycznych spektakli bywa zaskakująca, a czasem żenująca. Jeden z posłów na przykład dla zilustrowania swoich tez zaprezentował w studio świński łeb. Innym razem, sugerując na konferencji prasowej, że prezydent może być alkoholikiem, wystawił kosz pełen pustych flaszeczek, a na koniec sam wypił "z gwinta" setkę wódki. Lider konkurencyjnej partii natomiast udzielił jednej z gazet wywiadu, w którym przepowiedział premierowi, że "Zakończy nie tylko z ręką, ale i z głową w nocniku". Media uwielbiają takie przepychanki.
Szczególnie wzmożoną aktywność wykazują politycy podczas kampanii przedwyborczych. Otaczają się wtedy rzeszą tzw. spin doktorów (spin doctors), którzy mają za zadanie kreować ich wizerunek medialny. Ale ostatnie słowo i tak należy do redaktorów i wydawców, którzy od pewnego czasu nie tyle relacjonują kampanie, co dość jasno dają do zrozumienia odbiorcom, na którego polityka warto zagłosować. Media mają w ręku potężny oręż: sondaże opinii publicznej. Odpowiednio nagłośnione wyniki mogą wpływać na decyzje wyborcze. Można odnieść wrażenie, że czasami są przez media selekcjonowane. W Polsce, w przeddzień głosowania, obowiązuje tzw. cisza przedwyborcza. Zdarzyło się w przeszłości, że jedna z gazet ją złamała. Podejrzewano, że chciała w ostatniej chwili wpłynąć na bieg wydarzeń, bo opublikowany przez nią sondaż był korzystny dla partii, którą redakcja wyraźnie wcześniej wspierała.
Miłość i polityka
Dziennikarze najczęściej bagatelizują problem polityzacji w mediach. Trudno powiedzieć, czy go nie dostrzegają, czy też są przekonani, że stronniczość i agitacja nie dyskwalifikują ich jako profesjonalistów. Warto więc przytoczyć kilka szczerych, jak się wydaje, opinii przedstawicieli świata mediów pochodzących z sondażu miesięcznika "Press" zatytułowanego "Nie dziwi już nic". "Media coraz bardziej przypominają przybudówki partii politycznych, niż niezależne instytucje" – mówi jedna z dziennikarek telewizyjnych. Jej kolega z prasy wyraża się bardziej konkretnie: "Coraz więcej dziennikarzy przemawia jak rzecznicy prezydenta lub premiera". Pewien publicysta z kolei odwołuje się w swojej ocenie do dziennikarskiego sumienia: "Dziennikarz nie czuje zażenowania, ujawniając swe miłosne uwielbienie dla polityka A, redaktor bez poczucia wstydu publicznie deklaruje zauroczenie partią BCD".

Myśl i nie ufaj
Nie sposób nie zetknąć się z polityzacją – atakuje nas z pierwszych stron gazet i programów informacyjnych. Jak więc może radzić sobie czytelnik, który chciałby otrzymywać w miarę obiektywne informacje? Przede wszystkim myśleć i nie ufać do końca jednemu medium. Z reguły łatwo zorientować się w sympatiach politycznych np. określonej gazety – wystarczy dla kontrastu sięgnąć po gazetę sprzyjającą innej opcji politycznej i zobaczyć jak opisała dane wydarzenie. Z dwóch sprzecznych punktów widzenia łatwo wyciągnąć elementy wspólne. Warto też z rezerwą traktować polityków "ekspertów" pojawiających się w programach informacyjnych. Na stronie internetowej Sejmu RP można bez trudu sprawdzić wykształcenie posła i ocenić, czy został zaproszony do programu ze względu na swoją fachową wiedzę, czy też po prostu stara się promować swój wizerunek, dyskutując o rzeczach, na których – mówiąc wprost – się nie zna.
Dziennikarze, którzy w oczach opinii publicznej chcą uchodzić za wiarygodnych, powinni bezwzględnie przestrzegać zasady obiektywizmu. A zatem relacjonując jakikolwiek spór, muszą dać możliwość zaprezentowania swoich racji każdej ze stron. Niezależnie od tego, jaka opcja bardziej ich w danym momencie przekonuje lub zwolennikami której byli już wcześniej. To oczywiste, że przedstawiciele mediów mają własne poglądy polityczne, ale specyfika ich zawodu wymaga, aby zachowywali je wyłącznie dla siebie. Ograniczając czyjąś wypowiedź czasowo lub formułując tendencyjne pytania narażają się ze strony odbiorców na zarzut braku profesjonalizmu. W przypadku ludzi wykonujących zawód, którego istotą jest społeczne zaufanie, to wyjątkowo dotkliwa porażka.
Jak widać, aby wyrobić sobie w miarę klarowny pogląd na temat rzeczywistości politycznej w naszym kraju, trzeba by codziennie czytać wszystkie opiniotwórcze gazety i spędzić kilka godzin na oglądaniu i słuchaniu programów informacyjnych różnych stacji. Do tego jednak niezbędna jest pewna ilość gotówki, trochę wolnego czasu, a przede wszystkim szczere chęci. Zdaje się, że dla większości z nas są to warunki nie do spełnienia. Jednak ci, dla których obiektywny przekaz o świecie stanowi wartość samą w sobie, powinni zdobyć się na pewien wysiłek poznawczy. Bo tak tylko można dotrzeć do prawdy.
filozof z wykształcenia, od 16 lat związany z mediami, dziennikarz zarówno w prasie codziennej, jak i w tygodnikach (teksty kryminalno-sądowe, wywiady, reportaże społeczne, raporty o różnej tematyce) autor artykułów w miesięcznikach dotyczących branży dziennikarskiej, przez kilka lat felietonista radiowy, obecnie niezależny dziennikarz i animator współpracujący z Fundacją Nowe Media.
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Unported License.
Zdjęcia:
1) rev_bri. Udostępnione na licencji Creative Commons.
2) freddthompson. Udostępnione na licencji Creative Commons.
3) √oхέƒx™. Udostępnione na licencji Creative Commons.